Przez świat - razem czy osobno? Też zadawałam sobie to pytanie, zanim podjęliśmy tę decyzję. Tak, jedziemy dookoła świata. Po drodze był ślub, nerwowe przygotowania lub raczej ich brak, a potem szept mamy na lotnisku: „No dziecko, jak to przetrwacie, to przetrwacie w życiu jako para wszystko“.
Wtedy przypływ niepokoju udawało mi się zgasić kojącą myślą – Jak będzie naprawdę ciężko i klaustrofobicznie, to się rozdzielimy na kilka dni albo tygodni. Jedno pojedzie na wschód, a drugie na zachód albo odwrotnie, a jak zatęsknimy, to znów ruszymy we wspólnym kierunku.
Nasza podróż, która ostatecznie trwała 14 miesięcy, była crash testem, tyle tylko, że zamiast samochodu, manekina i betonowej ściany była dwójka ludzi przemierzająca różne kraje, będąca w różnych sytuacjach, warunkach, a niezmiennie razem przez 405 dni.
Próba powiodła się zaskakująco dobrze. Po pierwszych miesiącach docierania się, gdy naturalnie przywarł do nas nowy podział obowiązków i weszliśmy już w swoje role, staliśmy się nagle jednością. Ja nadawałam kierunek naszej drodze, a Michał pilnował, żebyśmy z niej nie zboczyli i bezpiecznie dotarli do celu. Jednocześnie był nie tylko facetem u mojego boku, ale zastępował mi wszystkich najbliższych których zostawiłam w Polsce, najbliższą osobą, aniołem stróżem.
Podróżując z towarzyszem, zawsze można dać upust swoim wrażeniom, wymienić się refleksjami, nie mówiąc już o sferze praktycznej. Odpada kwestia nerwowego półsnu, przelotnych przyjaźni, przepychania się z całym dobytkiem przez wąskie drzwi toalety, czy wieczorów w dormie z czołówką na głowie, pisząc „Drogi pamiętniku“. Przerobiłam obie opcje i zdecydowanie wybieram „razem“.
www.expeditionmoustache.pl




