Kamila Szymanowska i Łukasz Całek - przejechali świat dookoła auto- i żaglostopem. Przygoda ich życia zaczęła się w marcu 2005 od wylądowania na lotnisku w Bangkoku. Potem była Azję Południowo-Wschodnia, Australia, Nową Zelandia i Ameryka Południowa. 18 kwietnia 2006 po 6 tygodniach żeglugi przez Atlantyk dotarli do brzegów Europy. Z Francji do Polski był już mały kroczek. W czasie podróży prowadzili dziennik, który można znaleźć na stronie dookolaswiata.geozeta.pl.

Skąd pomysł na taki wyjazd? Jak wyglądały przygotowania do niego?
Chcieliśmy pojechać w dłuższą podróż, sami nie byliśmy pewni gdzie konkretnie. W grę wchodził czas jednego roku (urlopy dziekańskie na uczelniach). Przewertowaliśmy albumy tj.: "Najpiękniejsze miejsca świata", "Cuda natury", "Najlepsze miejsca nurkowe", itp. Wypisaliśmy swoich kandydatów, spojrzeliśmy na globus i okazało się że mamy do przejechania akurat "dookoła". Pomysł się spodobał od razu i zapadła decyzja: jedziemy!
Mieliśmy pieniądze na bilet w jedną stronę. Na kontach leżały pieniądze rodziców na tzw.: "czarną godzinę", ale na szczęście nie musieliśmy z nich korzystać. Nie mieliśmy żadnych sponsorów, jechaliśmy na wymarzoną wycieczkę bez niepotrzebnego szumu licząc tylko na siebie. Przygotowania trwały moment. Znaleźliśmy świetną ofertę lotu do Bangkoku z wylotem za 3 dni. Spakowaliśmy się i odlecieliśmy spędzić Wielkanoc do gorącego, zatłoczonego Bangkoku.
Czy trasa podróży była ustalona, czy była zmieniana w trakcie?
Była jedna poważna zmiana naszych planów, ale to jeszcze zanim ruszyliśmy. Pierwszy plan zakładał rozpoczęcie podróży od Alaski na południe, po Amerykę Środkową i Południową, ale pani z ambasady Kanady odmówiła nam wiz wjazdowych informując jednocześnie, że Kanada nie należy do krajów trzeciego świata (?!) Zamieniliśmy Amerykę Północną na Azję Południowo-Wschodnią. Jesteśmy szczerze wdzięczni złośliwej pani z ambasady, że dzięki niej poznaliśmy Indonezję, w której zakochaliśmy się prawdziwie po uszy.
Jak wyglądał początek podróży, jakie kraje odwiedziliście, kiedy nastąpił powrót?
Wystartowaliśmy pod koniec marca 2005r. z Bangkoku i przejechaliśmy autostopem przez kraje Azji Południowo-Wschodniej (Tajlandia, Malezja, Singapur, Brunei i Indonezja). Z Timoru przepłynęliśmy jachtem do Australii, potem była Nowa Zelandia, Tahiti, Wyspa Wielkanocna i państwa Ameryki Południowej (Chile, Argentyna, Paragwaj, Brazylia). Z Ameryki Południowej, przez Atlantyk wróciliśmy do Europy "na stopa" francuskim szkunerem polarnym (ex-Seamaster) odbywającym regularne ekspedycje naukowe w rejony podbiegunowe. Wracał akurat z Antarktydy. Dołączyliśmy do niego jako załoga i po 6 tygodniach rejsu dobiliśmy do Europy. Do Polski dotarliśmy 22 kwietnia 2006, po 13 miesiącach podróży.

Skąd zdobyć środki na podobny wyjazd?
Kiedy przybiliśmy do brzegów Australii mieliśmy przed sobą 10 miesięcy podróży i 150 USD (500 zł) w kieszeni. Tyle tez wydaliśmy nie licząc pieniędzy, które zarobiliśmy już w trakcie podróży. Chwytaliśmy się różnych prac, od kładzenia kafelków, po zmywanie naczyń w restauracji, prace na farmie kwiatów, owiec, na wysokości na plantacji świerków.. to tylko niektóre z dorywczych prac, czasami na 3 dni, czasem na tydzień. Dobrze się bawiąc zarobiliśmy pieniądze na bilety lotnicze z Nowej Zelandii do Ameryki Południowej przez Tahiti i Wyspę Wielkanocną i sfinansowaliśmy wyjazd.
Trzeba tu wyjaśnić, ze koszty naszej podróży były minimalne. Jechaliśmy auto- i żaglostopem, więc nie płaciliśmy za transport, nie korzystaliśmy z hoteli czy tanich pensjonatów i wszystkie noce spaliśmy za darmo w namiocie rozbitym na dziko (w parkach narodowych, na plażach, wysoko w górach, a w mieście w kościołach, na posterunkach policji czy w parkach miejskich) oraz w domach zapraszani przez ludzi. W ten sposób mieszkaliśmy w komunie z Aborygenami w Australii, z Maorysami w Nowej Zelandii, z rdzennymi mieszkańcami Wyspy Wielkanocnej w ruinach domu pod okiem milczących kamiennych strażników, zostaliśmy nieoficjalnie zaadoptowani przez potomków Indian z Ziemi Ognistej w Patagonii i wiele jeszcze przykładów darmowych noclegów można by tutaj mnożyć. Ten brak zorganizowanego miejsca do spania zapewnił nam nieustannie trwającą przygodę i pomógł poznać wielu wspaniałych ludzi różnych ras, religii i narodowości.
Co było najbardziej zaskakujące w czasie podróży, najciekawsze wrażenia?
Zdecydowanie ludzie! Nasza podróż ze względu na swoją specyfikę przebiegała w ścisłym kontakcie z lokalną ludnością. Poznaliśmy cudownych ludzi o wielkich sercach, zasmakowaliśmy ich życia mieszkając z nimi, jedząc, słuchając i ucząc się od nich. Znaleźliśmy się po tej drugiej stronie lady - zamiast patrzeć na egzotycznych mieszkańców z okien turystycznych autobusów, patrzyliśmy na przyjezdnych turystów oczami gospodarzy. To niesamowite wrażenie! Uczy to szacunku i zrozumienia lokalnych zwyczajów, wierzeń, obcej kultury czy innych priorytetów. Przykro to powiedzieć, ale traktowanie lokalnej ludności przez wielu przejezdnych, bogatych turystów jest żenujące, szczególnie w tych biednych krajach. Co nas zauroczyło najbardziej to otwartość, życzliwość i chęć pomocy ze strony ludzi, którzy stanęli na naszej drodze właściwie niezależnie od kraju w jakim byliśmy.
Na Waszej stronie internetowej jest informacje, o aparacie fotograficznym jakiego używacie. Jak się sprawdził?
Na wyprawę ruszyliśmy z modelem Lumix FZ 20 . Wybór następcy tego modelu był logiczną kontynuacją. Wzbudziły nasze duże uznanie cechy FZ 30 tj.: szybki czas uruchamiania, szybki i precyzyjny autofokus, bardzo dokładny pomiar światła, doskonała stabilizacja obrazu, wysokiej klasy obiektyw oraz ładne i żywe odzwierciedlenie kolorów. Bardzo doceniliśmy wysoką funkcjonalność aparatu (pokrętła do regulacji czasu i przesłony, pierścień do ręcznej regulacji ogniskowej, ergonomiczny kształt i praktyczny w podróży odchylany wyświetlacz o wysokiej rozdzielczości. Byliśmy zaskoczeni tak dużymi, pozytywnymi zmianami w nowej FZ 30. Używaliśmy tego aparatu w czasie podróży z bardzo dużą i szczerą przyjemnością. Jedyna cecha negatywna, którą odczuliśmy to szum występujący przy ISO 400, widoczny nawet na zdjęciach robionych w dzień. Oprócz tej jednej cechy uważamy FZ30 za doskonały model jak najbardziej godny przez nas polecenia.




