|
Jeżeli czujesz, że masz już dosyć życia dla kariery, a Twoim marzeniem jest podróż dookoła świata, to wystarczy zrobić 7 kroków. Nie wiem, czy tylko, czy może aż 7 kroków... jednak to działa, bo taki właśnie przepis na gap year powstał po podróży "Wokół globu".
Krok 1 - pomysł Pomysł? Jaromir chciał być z zawodu podróżnikiem już od dziecka! ;) A tak poważnie, powód jest dość prozaiczny – podróże to nasze hobby ale nie daliśmy rady brać co roku długiego urlopu. Stąd decyzja żeby pojechać raz, ale na dłużej. Krok 2 - kasa, czyli jak zrealizować pomysł Koszt wyjazdu? Hmmmm... A ile kosztuje miesiąc życia w Polsce? No właśnie, można żyć za 1000zł a można wydawać 10000 zł na miesiąc. Tak jak w podróży. Wszystko zależy czy śpisz w namiocie i jesz z miejscowymi, czy decydujesz się na hotele i restauracje. Czy jesteś dłużej w Malawi czy w RPA. My po pierwszej, oszczędnej połowie roku, zdecydowaliśmy się zostawić namiot i podnieść nieco poziom życia. Chcieliśmy mieć tylko miłe wspomnienia z podróży nie tracić energii na walkę z wiatrakami. W budżecie prawie się zmieściliśmy. Oczywiście było kilka niespodzianek np. w Namibii koszmarnie drogie jest wynajęcie jakiegokolwiek samochodu, a transportu publicznego nie ma, więc szarpnął nas trochę ten kraj po kieszeni.. Ale za to gdzieś indziej zaoszczędziliśmy. Nie zdecydowaliśmy się na zarabianie po drodze, ponieważ nie zarobimy nigdzie na zmywaku tyle co w zawodzie w Polsce. Pojechaliśmy za oszczędności. Razem wydaliśmy równowartość 1 małego pokoiku w mieszkaniu w Warszawie.

Krok 3 - planowanie trasy Zaplanowanie trasy wcale nie było takie łatwe. Chcieliśmy zobaczyć znacznie więcej niż można przejechać w ciągu roku, ale czas to nie jedyne ograniczenie. Największe znaczenie ma pogoda. Pory roku zmieniają się nieubłagalnie, kompletnie nie biorąc pod uwagę naszych życiowych planów. Azja w czasie monsunów to wątpliwa przyjemność a Afryka w czasie upałów odpada. Poza tym chcieliśmy zobaczyć tańsze kraje, spędzić więcej czasu na antypodach, gdzie nie da się wyskoczyć na dwutygodniowe wakacje. Masę sprzecznych zachcianek a i bilet dookoła świata ma pewne restrykcje. Trzeba się poruszać zawsze w jednym kierunku, skończyć przed upływem roku, nie przekroczyć limitu mil i lądowań. Spędziliśmy sporo czasu szukając w Internecie informacji na temat miejsc, do których chcemy jechać, czytając doświadczenia i wspomnienia innych globtroterów, nie zawsze optymistycznych... Zdobyliśmy przewodniki, które namiętnie wertowaliśmy, kombinując jak je przetransportować w odpowiednim czasie do Johannesburga i Santiago. Załatwiliśmy wizy. Krok 4 - kupujemy bilety Koszt biletu RTW to ok 1000-1500 funtów, w zależności od trasy. Już pół roku wcześniej ostro wzięliśmy się do przygotowań, żeby dobrze wytyczyć trasę. Przyznam, że naprawdę precyzyjnie mieliśmy wszystko oszacowane. Nie traciliśmy czasu. Szczerze mówiąc nie byłabym w stanie tego zrobić, trzeba mieć niesamowite wyczucie odległości, spora wiedzę i doświadczenie! To samo 200km można przejechać w RPA w dwie godziny a w Malawi w 15godzin! Na szczęście byłam ze świetnym przewodnikiem.
Krok 5 - przygotowania Miesiąc przed wyjazdem zaczęła się huśtawka nastrojów. Emocje sięgały dna (Boże co ja robię!) i zenitu (już chce jechać!). Ale generalnie dominowało „nie mogę się już doczekać”. Coraz trudniej skupić się w pracy. Myśli krążą wokół wyprawy. Skany dokumentów, ubezpieczenia, notatki na trasę, stałe przelewy, pity, ostatnie zakupy, waluty.... Żeby o niczym ważnym nie zapomnieć.... Doszczepilismy się żeby mieć komplet chorób egzotycznych: obie żółtaczki (AiB), żółta febra, dur, tyfus, polio, meningokoki i kupiliśmy tabletki na malarię - Lariam. Zrobiliśmy solidne zakupy w aptece leków potrzebnych i takich na wszelki wypadek, z czego tych drugich było znacznie więcej. Każdy lekarz coś koniecznego dorzucił i zebrała się solidna apteczka, ale najcenniejsze były ich rady i ekspresowe kursy pierwszej pomocy. Zostawiliśmy mieszkanie w dobrych rękach. Kupiliśmy aparat (jak zakryć gigantyczne logo Nikona na pasku?). Doszyliśmy wewnętrzne kieszenie do spodni/spodenek. Zakupiliśmy mini-namiot i karimaty. Zdobyliśmy legitymacje młodzieżowe (hi,hi) i ubezpieczenia. I załatwiliśmy jeszcze sporo innych spraw które na pewno się pojawią w ciągu roku... Uff, jedźmy już!
Krok 6 - zapinanie wszystkiego na ostatni guzik Na ostatni tydzień nie można nic planować. I tak coś wyniknie nieprzewidzianego.
Krok 7 - w drogę! Wyjazd! Plecaki spakowane. Trochę za ciężkie, choć wydaje się ze wzięliśmy tylko niezbędne rzeczy. Nie ważą tylko dobre humory i otwartość na ludzi. Mamy ubrania na 7-8 dni, śpiwory, karimaty, namiot, moskitierę, aparat, leki, kremy z filtrem, ksiązki, namiastkę kosmetyków i trochę drobiazgów. Ciekawe ile z tego ekwipunku wróci z nami :) oby aparat!
Ale za to jak lekko bez obowiązków, laptopów, samochodów i komórek!
|