Samemu przez dziesięć miesięcy podróży. To właśnie mój gap year, który rozpoczął się blisko dwa miesiące temu. Znajduję się siedem stref czasowych od domu, przebyłem już ponad 8000 kilometrów. Podróżowałem pociągami, busami, autostopem. Spałem w gościńcach oraz korzystałem z gościny Couchsurferów. I tak naprawdę ciężko mi stwierdzić aby doskwierała mi samotność...
Ludzie u których gościłem stali się dla mnie prawdziwymi kompanami a nawet przyjaciółmi. Niejednokrotnie wraz z nimi wybierałem się bądź to na zwiedzanie okolic bądź na dłuższe wędrówki. Gościńce to z kolei miejsca w których spotkałem licznych podróżników. I oni również na dłuższy bądź krótszy czas stawali się moimi kompanami podróży. Z wieloma z nich mimo, że czasem są tysiące kilometrów ode mnie ciągle utrzymuję kontakt. Nawet podróżowanie pociągiem było niesamowitą okazją na zawarcie nowych znajomości - byłem jedynym obcokrajowcem w całym wagonie. I już po pierwszych paru godzinach znalazłem kompanów (i kompanki) do przeróżnych gier, rozmów czy do picia wódki. Ludzie zatrzymujący się przy autostopowiczach również zwykle, nawet mimo bariery językowej zagajają rozmowę – stają się na parę godzin często ciekawymi kompanami.
Ciągle miło wspominam grupę Buriatów którzy zabrali mnie w drodze na granicę Rosyjsko-Mongolską. Spędziłem z nimi zaledwie kilka godzin, ale w tym czasie wspólnie piliśmy i rozmawialiśmy. Nauczyli mnie paru swoich zwyczajów i opowiedzieli o swoim podejściu do świata.
Naprawdę – zdarzyło się zaledwie parę dni kiedy mogłem poczuć się naprawdę samotny.
Większość podróżników których spotkałem podróżuje parami bądź grupami. Spotkałem na swojej drodze również paru podróżujących samotnie. I wspólna nam jest jedna rzecz. O wiele łatwiej jest nawiązywać nowe kontakty, dołączać się do nowych grup podróżników.
Kiedyś chciałbym odbyć podróż z drugą osobą. Musiałaby to być jednak postać dla mnie szczególna. Zgadzam się, że podróżowanie z kimś musi być również niesamowitym (aczkolwiek innym) przeżyciem. Na razie jednak szczęśliwy jestem, że ułożyło się tak, iż podróżuję samotnie.
Wady samotnego podróżowania
- Czasem brakuje osoby która niesie taki sam bagaż co Ty. Takiej która szybko pojmie o co Ci chodzi.
- Strach. Teraz już właściwie przeminął. Ale porównując początek tej wyprawy do wypraw które odbywałem przynajmniej z jedną osobą – strach na początku był niesamowicie większy.
- Koszta. Czasami są atrakcje które warto odwiedzić, a nie da się tego dokonać tanimi sposobami (jak chociażby autostop). No i tutaj podróżowanie samemu jest nieco droższe. Chociaż (i ja tak zazwyczaj robiłem) wystarczy podpiąć się pod jakąś grupę posiadającą podobne cele (w Azji spotkacie ich zawsze w najtańszych gościńcach w mieście) aby uniknąć tego problemu.
- Zdjęcia. Jeszcze nie mam statywu (czekam na wizytę w Pekinie). I zrób sobie teraz zdjęcie na którym będziesz i Ty!
Zalety samotnego podróżowania
- Niezależność. Uwielbiam ten aspekt. Jeżeli mam ochotę spędzić parę dni na leniuchowaniu – robię to. Jeżeli nagle mam ochotę wstać i pognać w jakimś nieznanym mi kierunku – nie muszę tego z nikim uzgadniać. I'm Lovin' It!
- Poznanie. Tak jak wspominałem powyżej. Jeżeli podróżujesz samotnie – nie masz opcji zamknąć się na jedną osobę która Ci towarzyszy. Poznajesz nowych ludzi – bo to właśnie oni przez jakiś czas będą Twoimi kompanami. Gdy nie możesz też dzielić się swoimi przeżyciami (może to mógłby być minus?) – uczysz się inaczej je doceniać, inaczej zapamiętywać.
- Samodzielność. Rozwijasz ją praktycznie na każdym kroku. W trakcie podróży praktycznie dzień w dzień (przecież masz ograniczone fundusze) zastanawiasz się: gdzie zostawić plecak, gdzie i co zjeść, jak dostać się do punktu A, co chcę zobaczyć? Wszystko to jest na Twojej głowie. I (póki nie przyłączysz się na jakiś czas do jakiejś grupki ludzi) nie możesz zrzucić części tego ciężaru na barki innej osoby.
w 2011 wyruszył samotnie na swój gap year, którą relacjonuje na stronie lukaszstecko.pl




