| Spis treści |
|---|
| We dwoje przez świat |
| Już nie myślę tak jak kiedyś |
| Same zaskoczenia |
| Wszystkie strony |
Agnieszka i Filip we wrześniu 2004 roku po prostu spakowali się i ruszyli w podroż dookoła świata. Zajęło im to dwa lata. Po powrocie z wyprawy, która nie miała tytułu, sponsorów i zaplanowanej trasy spotkali się z wieloma pytaniami. Najczęściej pytania te prawie nigdy nie wychodziły poza standardowe: Gdzie Wam się podobało najbardziej? Jak długo się przygotowywaliście? Gdzie was spotkały największe niebezpieczeństwa? Gdzie chcielibyście pojechać jeszcze raz? Zostaliśmy zaproszeni do napisania własnych spostrzeżeń z podróży a ja chciałabym odpowiedzieć na kilka banalnych pytań, które nigdy nie zostały zadane.

Na własnej skórze
Pierwsze z nich to czy się czegoś nauczyliśmy? I kiedy zadaję sobie to pytanie to odpowiedź zawsze jest dla mnie skomplikowana. Natomiast dla Filipa jest to prosta odpowiedź: Już nie myślę tak jak kiedyś. Jedno jest pewne, to była wymagająca szkoła z wieloma przedmiotami.
Pierwszy zaliczony przedmiot, który i tak ciągną się przez cały okres podróży, to wyrabianie odporności psychicznej na rozmaite trudności i tak zwane przeciwieństwa losu. Były chwile kiedy mówiłam: Jeszcze tylko kawałek i wracamy. Brakowało motywacji. Determinacja jakby uleciała. Przeszkody były zbyt wysokie. Często pomocą w takich chwilach okazywali inni podróżnicy. Tak było w Nowej Zelandii, podczas pracy przy zbieraniu jabłek. Mieliśmy już dosyć upału, wiszenia jedną nogą na drabinie a drugą na chwiejącej się gałęzi. Inni z piosenką na ustach brali się do roboty w okolicznościach, w których ja w pozycji horyzontalnej snułabym rozważania typu, czemu życie jest takie ciężkie.
Kolejną nauką było koncentrowanie się na teraźniejszości zamiast przyszłości, która i tak okazuje się być przecież niepewna. Najlepiej będzie jeśli znowu posłużę się przykładem. To było w Peru. Od paru dni zastanawialiśmy się czy pójść na Machu Picchu (notabene to jedna z największych atrakcji Ameryki Południowej). Dylematem były pieniądze. Denerwowało nas to, że kilkudniowa wyprawa do zaginionego miasta Inków kosztuje tak dużo - 200 dolarów. W grę wchodziła tańsza opcja, która i tak była, jak na naszą budżetową kieszeń bardzo wysoka. Poza tym irytowały nas tłumy ludzi wybierające się w to miejsce. My staraliśmy się zawsze wybierać spokojniejsze miejsca, mało znane przez turystów. Wiedzieliśmy, że przed nami jeszcze długa droga. Jeszcze będzie Kolumbia. Tam również jest turystyczna perełka, zaginione miasto Indian, dodatkowo miejsce rzadko uczęszczane. Zrezygnowaliśmy w ostatniej chwili. Właściwie rzut monetą zadecydował. Teraz żałuję. W Kolumbii również nie udało nam się pójść do zaginionego miasta. To dopiero po jakimś czasie dotarło do nas, że ciągle musimy szkolić się w sztuce cieszenia się tym, co mamy teraz.
Mam przed oczyma sylwetki spotykanych przez nas osób, które fascynowały nas swoim uporem i odwagą. Motocykliści z Szwajcarii, którzy przejechali z Genewy przez cała Azję musieli się zatrzymać w Timorze Zachodnim. Na sąsiednim, Timorze Wschodnim rozpoczęła się wojna domowa i oni zostali niemalże uwięzieni. Celem było jechanie do przodu, nie zamierzali się cofać. Czekali tak tygodniami aby skończyła się wojna żeby ruszyć dalej. Udało im się. Rowerzyści w Himalajach to też zawsze budziło mój zachwyt i respekt. Dodawało wiary w siebie.
Wiele osób zastanawia się jak można zorganizować i przetrwać taką wyprawę? Łapią się za głowę i mnożą pytania. Tak naprawdę to 99% problemów tkwi w naszej głowie, 1% rozwiązujemy na bieżąco, w rzeczywistości. Wielokrotnie martwiłam się na zapas. Jak wytrzymam upał i wilgotność np. w Amazonii, co zrobimy jak nas okradną? W praktyce wyszło tak, że najbardziej pamiętam burze śnieżną w Kolorado. A okradzeni zostaliśmy owszem, ale tylko raz i to przez właściciela motelu w Nowej Zelandii.
Oczywiście była też cała masa mniej górnolotnych, praktycznych nauk dawania sobie rady w różnych turystycznych sytuacjach, takich jak ucieczka przed psami, naganiaczami bądź fałszowanie wydruków bankowych na potwierdzenie posiadania określonej ilości pieniędzy.




