Krzysztof Tokarz jest uczestnikiem Darmasiswa - rocznego programu rządowego w Indonezji, w ramach którego uczy się języka indonezyjskiego.
Prowadzi blog doktorhoryzont.blogspot.com, w którym z dużą dawką optymizmu opisuje codzienne zmagania z indonezyjską rzeczywistością.
Po czterdziestu siedmiu godzinach podróży blada twarz postawił niemniej bladą stopę w kraju destynacji. Wraz z nim w podobny sposób przybyła czwórka innych osób – o tej samej pigmentacji, aczkolwiek ze znaczącą różnicą fizjonomiczną. Odebrali bagaże i ruszyli do wyjścia. (fragment z bloga)
Krzysiek, chyba już domyślasz się pierwszego pytania. Program Darmasiswa – czym jest, jakie są zasady uczestnictwa?
DARMASISWA jest programem stypendialnym dla studentów z krajów, z którymi Indonezja utrzymuje bliskie stosunki. Stypendium oferuje semestralne i całoroczne stypendia umożliwiające studentom zagranicznym naukę języka indonezyjskiego i kierunków artystycznych związanych z kulturą Indonezji - rzemiosło, taniec, muzyka, sztuka, teatr.
Głównym celem programu Darmasiswa jest wzbudzenie zainteresowania językiem i kulturą Indonezji wśród obywateli wielu państw, pozostających z nią w przyjaznych stosunkach. Uczestnicy mają do wyboru 38 uniwersytetów i studium. Program Darmasiswa jest w zasadzie programem non-degree, co oznacza ,iż po ukończeniu stypendysta nie otrzymuje żadnego stopnia naukowego.
Program Darmasiswa RI trwa 1 rok lub krócej. Istnieją 3 poniżej wskazane możliwości:
- Darmasiswa RI Program Regularny – 1 rok
- Darmasiswa RI Program Plus – 1 rok
- Darmasiswa RI Krótki Kurs – 6 miesięcy
Dlaczego wybrałeś akurat ten Program? I dlaczego Ty?
Chciałem przeżyć coś nowego, a moje życie w Polsce wydawało mi się być zbyt przewidywalne i dobrze obeznane. Szukałem w Internecie stypendiów na zasadzie: im dalej i bardziej egzotycznie, tym lepiej i pach, jestem w Indonezji.
Jestem tutaj jak Talibowie w Klewkach – zupełnie nie z tej bajki. Gdy po raz pierwszy przeszedłem się po moim kampusie uniwersyteckim odniosłem wrażenie, że równie dobrze mógłbym spacerować nagi. No dobra, nie mógłbym, to w końcu muzułmański kraj. Chociaż jak na kampus uniwersytecki, na którym wszyscy są w spodniach i koszulach, w moim żółtym t-shirt’cie oraz beżowych spodenkach i tak odsłaniałem dużo. A biała skóra i nie-czarne włosy robią wrażenie. Nawet kot, który zrobił sobie sjestę w godzinach południowych i leżał rozpłaszczony na chodniku, jakoś dziwnie zmarszczył czoło, gdy mnie zobaczył. (fragment z bloga)
W jaki sposób można zostać uczestnikiem Programu Darmasiswa?
Po pierwsze trzeba być trochę stukniętym. Jeśli ten warunek został spełniony, można przejść do wypełnienia aplikacji na stronie internetowej. Jakiekolwiek kryteria selekcji nie są znane, domyślać się można, że największy wpływ na wybór ma list motywacyjny.
Jak wygląda finansowanie pobytu za granicą? Skąd czerpiesz środki na życie?
Ja akurat miałem dwa źródła dochodu. Pierwszym z nich są moi kochani i wspaniali rodzice (czekam na więcej pieniążków). Drugi to zwrot podatku z pracy wakacyjnej w USA. Na miejscu dostaję pieniądze ze stypendium, które w moim przypadku wystarczają tylko na wyżywienie, ale jeśli ktoś jada mniej niż pięć posiłków dziennie, to wystarczy również na normalne mieszkanie i może coś jeszcze zostanie. Na miejscu podobno łatwo o pracę nauczyciela języka angielskiego, o czym wkrótce postaram się sam przekonać.
Najważniejszym etapem przygotowań były zapewne szczepienia. W Indonezji występuje przecież wiele zakaźnych, niebezpiecznych dla życia chorób tropikalnych.
Ze względów bezpieczeństwa lepiej być zaszczepionym na żółtaczkę typu A i B, dur brzuszny, polio oraz tężec. Tak mi się to wszystko spodobało, że ekstra wziąłem sobie jeszcze meningokokowe zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Ponadto wyposażyłem się w sporo leków, w tym na malarię oraz środki na komary. Wziąłem ze sobą również śpiwór, który okazał się być strzałem w dziesiątkę oraz kilka pamiątek z Polski dla tubylców jak Żubrówka czy smok wawelski.

Pierwsze wrażenie jakie wywarła na Tobie Indonezja? Tuż po przylocie…
Pewni ludzie twierdzą, że Dżakarta jest brzydka jak oliwka rzucona w sernik. Chociaż blada twarz nie chciałby spędzić w niej całego roku, miasto okazało się być na pierwszy rzut oka nie aż tak złe, jak o nim niektórzy mówili. Stolica kraju, w której mieszka około 10 milionów ludzi, jest przykładem chaosu tak w ruchu ulicznym jak i w architekturze. Niektóre sytuacje na drodze wydają się być kuriozalne, a budynki często porozrzucane bez ładu i składu. Jak na kraj, którego wskaźnik PKB na mieszkańca w 2007 roku dał Indonezji 158 miejsce na świecie, Dżakarta może wręcz miejscami zadziwić przeciętnego Europejczyka liczbą nowoczesnych wieżowców oraz miriadami świateł dźgającymi wzrok. Okazuje się, że w mieście nie jest aż tak duszno i gorąco, żeby oddychanie sprawiało dużo trudności. Zaraz po wyjściu z lotniska cała piątka została spoliczkowana ciężkim uderzeniem powietrza, ale blade twarze dzielnie wciągały swoimi nozdrzami miejscowe cząsteczki gazu. Na tyle na ile blada twarz był w stanie zobaczyć miasto z okna samochodu, slumsy nie przykuwały uwagi aż tak jak pieprzyk na buzi Marylin Monroe. Po przyjeździe do hotelu blada twarz docenił gest organizatorów w postaci 5-gwiazdkowego hotelu. Wraz z czwórką innych stypendystów wjechał na 22 piętro, odstawił swój bagaż i zaczął próbować pierwszych indonezyjskich specjałów. Gdy po posiłku kładł się na kanapie starał się nie myśleć o tym, że pięciu osobom muszą wystarczyć trzy łóżka. W końcu blada twarz zamknął oczy i zasnął. (fragment z bloga)
Ogólnie fantastyczna przyroda, ciepło, przyjaźni ludzie, którzy robią trochę zamieszania na widok białego człowieka. Na przykład Indonezyjczycy często pytają skąd jestem. Byłem już więc obywatelem Holandii, Ameryki, Antarktydy oraz Nibylandii.
Kultura, obyczaje, tradycje, ludzie – większość pewnie przeczytamy na Twoim blogu, więc może tak w skrócie nam to jakoś zobrazujesz?
Naprawdę wiele rzeczy jest tutaj innych, poczynając od religii (głównie islam), która ma duży wpływ na społeczeństwo. Poza tym trudno mówić o Indonezji ogólnie, ponieważ jest to kraj położony na około osiemnastu tysiącach wysp, na których to są różne wierzenia, obyczaje i tradycje. Kraj jest niejednolity: od względnie bogatej i jako tako ucywilizowanej Dżakarty aż po Papuę, gdzie są miejsca, w których nie skończyła się jeszcze epoka kamienia łupanego.
Najciekawsze odkrycie kulinarne? Co najdziwniejszego jadłeś? Jak opisałbyś smak Indonezji?
Do tej pory najdziwniejsze co jadłem miało bardzo niewinną nazwę. Do tej pory nie wiem co to jest, ale przypominało to smażone ości. Raczej mało pożywne i trochę przesolone. Oczywiście podstawą żywienia Indonezyjczyków jest ryż. Ryż na śniadanie, ryż na obiad i ryż na kolację. W KFC ryż zamiast frytek. Tylko nasi, nasi i jeszcze raz nasi. Generalnie, kuchnia indonezyjska należy do raczej prostych. Opiera się na wymienionym już w tej odpowiedzi osiem razy ryżu i niezadużej porcji mięsa, najczęściej smażonego kurczaka – tak jest przynajmniej na Jawie.
(…) udaliśmy się do jednego z warungów, aby skonsumować posiłki przyrządzane w kuchni, która z pewnością nie spełniała żadnych europejskich norm. Ponadto – oczywiście – zamówiliśmy sobie kokosy. Przy ich piciu można minutą ciszy uczcić pamięć tych, którzy zginęli od jego uderzenia. Co roku z jego przyczyny śmierć ponosi około 100-150 osób na całym świecie. To jakieś kilkadziesiąt razy więcej niż liczba zgonów na skutek przygniecenia automatami z napojami i batonikami, a to budzi respekt. (fragment z bloga)
Z bloga wiem, że mieszkasz przy ulicy Czekoladowej (smacznie brzmi), ale komfort pozostawia wiele do życzenia…
Dom przy ulicy Czekoladowej to dwupoziomowa konstrukcja o powierzchni ponad 300 metrów kwadratowych, które stanowią podstawę dziesięciu sypialni, dwóch pokojów dziennych, jednej kuchni oraz trzech łazienek. Jest też ogródek, który przypomina małą dżunglę. W nim banany, mango, palmy.
Wielu europejczykom, którzy przybywają do Indonezji brakuje prysznica. Także u nas znajdują się jedynie zbiorniki na wodę (zimną) oraz polewaczki (plastikowe). Nie wszystkim chce się zawsze do tego dostosowywać, dlatego popularnym stało się chodzenie wieczorami na siłownię, gdzie można skorzystać z tamtejszych dobrodziejstw sanitarnych i dokonać niezbędnej ablucji. Typowa dla Indonezji jest ubikacja kucana, tudzież narciarska, albo po prostu „na Małysza”. U nas, tylko jedna łazienka jest wyposażona w toaletę europejską. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że tuż obok tejże ubikacji jest zbiornik z wodą do polewania, a odpływ znajduje się około dwudziestu centymetrów od przypominającego lampę Aladyna miejsca, do którego gdy przyłoży się ucho czasami słychać szum morza, a momentami – jak za naciśnięciem guzika - sztorm to często wszędzie dookoła jak i na nabrzeżach jest mocno nachlapane co, powiedzmy sobie szczerze, trochę ogranicza komfort.
Mimo kilku niedociągnięć, mieszkanie w dużym domu, w ciekawym towarzystwie jest lepszą opcją niż akademik, w którym jak poinformowały mnie koleżanki, woda jest brudna i czasami dostają wysypki.
Zagrożenia związane z pobytem w Indonezji?
Póki co głównym zagrożeniem dla mnie jest to co się dzieje na drogach. Nie ma żadnych zasad, a dokładniej każdy tworzy własne. Nawet ja, prowadząc skuter nie mam pojęcia kto ma pierwszeństwo, wszystko zawsze decyduje się na miejscu. Jeśli chodzi o choroby to póki co przeszedłem tylko grypkę, nie wiem czy była świńska, ptasia czy jeszcze jakaś inna, a obecnie mam jakąś wysypkę na stopach od pogryzienia przez malutkie owady na plaży. Jak spotka mnie coś jeszcze to do Was napiszę.
Ryzykuję życie każdego dnia. Tysiące a nawet setki motocykli jadą ulicami Malang tam dokąd zdecydują podążyć ich kierowcy. Każdy z nich to potencjalne zagrożenie, którego uniknąć nie podobna. Oto moja rada: kiedy zobaczycie na drodze indonezyjskiego kierowcę, który nadjeżdża z drugiej strony, zatrzymajcie się na poboczu, wysiądźcie i schowajcie za drzewem dopóki nie przejedzie. Nie ryzykujcie! (fragment z bloga)
Jak idzie Ci nauka egzotycznego języka indonezyjskiego?
Język indonezyjski ma maksymalnie uproszczoną gramatykę, wymowa Polakom nie sprawia dużych problemów, więc pozostaje jedynie wkuwanie słówek i zapamiętywanie w jakich sytuacjach ich używać. Niektórzy twierdzą, że można nauczyć się płynnie mówić po indonezyjsku w ciągu trzech miesięcy. Jednym z popularniejszych zwrotów na "dzień dobry" jest sudah makan?, czyli pytanie czy już jadłeś, jadłaś. Odpowiada się na nie: sudah - tym kontekście oznacza "tak" lub belum - jeszcze nie.
Za czym tęsknisz będąc daleko od domu, od Polski?
Za naleśnikami. Z serem, polane musem jabłkowym z rodzynkami i rumem. I za zupą fasolową. I za dużymi piersiami z kurczaka. Za oliwkami, oliwą z oliwek, jogurtami naturalnymi, chlebem pełnoziarnistym. I za rybą z piekarnika. I za płatkami owsianymi. O tak, za płatkami owsianymi tęsknię najbardziej.
Czego oczekujesz od tego wyjazdu?
Chyba tylko tyle, że będzie bardzo ciekawie i inaczej niż w Polsce. Generalnie staram się niczego nie oczekiwać i pozwalać życiu płynąć i mnie zaskakiwać. "Żeglowanie jest koniecznością, życie koniecznością nie jest" – to właśnie są słowa, które towarzyszą mi nieustannie w życiu.
wywiad przeprowadziła Ewelina Poleszak
zdjęcia i odpowiedzi Krzysztof Tokarz doktorhoryzont.blogspot.com




