Rozwojowe stanowisko w dużej firmie, do tego możliwości awansu dla wielu z nas to szczyt marzeń, ale są i tacy, którzy rezygnują z tego wszystkiego by spełniać inne marzenia. Maciek zrezygnował z pracy i wyjechał w podróż dookoła świata.
Co robiłeś przed wyjazdem na gapyear? Miałem bardzo dobra pracę, bo zajmowałem się doradztwem strategicznym w firmach konsultingowych, dokładniej mówiąc doradzaniu dużym przedsiębiorstwom w zakresie fuzji i przejęć, restrukturyzacji, strategii wejścia na nowe rynki, czy też wprowadzania nowych produktów.
Jak długo myślałeś o tym, żeby wyjechać? To był impuls czy raczej przemyślana decyzja? Jako, że podczas studiów sporo podróżowałem z plecakiem (m.in. Bałkany, Syberia, Bliski Wschód, kraje skandynawskie czy choćby USA), to byłem już mocno zarażony bakcylem trampingu. Podróże wciągnęły mnie na tyle, że po powrocie z każdej z nich, zwykle po kilku tygodniach (czasami nawet miesiącach) snułem w głowie plany następnych, przeglądałem mapy i przewodniki, szperałem po necie, chodziłem na pokazy slajdów i czytałem książki Kapuścińskiego - mojego podróżniczego guru ;). Decyzja o tej dłuższej podróży dojrzewała stopniowo, z miesiąca na miesiąc byłem przekonany, że jak nie wyjadę teraz to już prawdopodobnie nigdy na tak długo i tak daleko (zwłaszcza pracując w takiej branży). Gdy w październiku skończyłem ważny projekt i zaproponowano mi etat, już wtedy planowałem dwumiesięczne wyjazd do Indii i Nepalu. Na szczęście udało mi się przekonać menedżera do tego pomysłu. Okazało się, że i on w czasach studenckich odbył podobną podróż z plecakiem przez Indie i Nepal. Podczas tej podróży wspólnie z dziewczyną (bo wyjechaliśmy obydwoje) zaczęliśmy snuć szalone plany wyprawy dookoła świata i po powrocie do kraju w końcu podjęliśmy decyzję o wyjeździe. Postawiłem wszystko na jedną kartę.

Jak planowałeś trasę podróży? Trasę zaplanowaliśmy tak, żeby zmieścić się w taryfie biletu lotniczego Round The World linii Star Alliance - to, poza wizami i szczepieniami był w zasadzie jedyny zorganizowany element wyjazdu. Warunkiem koniecznym był jeden kierunek podróży (wschód) i zamknięcie pętli dookoła świata. Zaczęliśmy podróż od Afryki (Tanzania, Zanzibar i RPA) - kontynentu, który zawsze chcieliśmy zobaczyć, następnie Azja Pd.-Wsch. (Singapur, Malezja, Tajlandia, Laos, Kambodża), Australia, Nowa Zelandia, Fidżi, Wyspy Cooka, USA i powrót do Polski. Planując trasę dookoła świata samolotem nie da się pominąc przynajmniej jednego przystanku w Azji, jednego w Australii/Oceanii i jednego w Ameryce Północnej. Starałem się wcisnąć w tą trasę Afrykę (nigdy nie byłem) i jak najwięcej na Pacyfiku (Nowa Zelandia, Fidżi, Wyspy Cooka), ponieważ te regiony są trudno dostępne (odległość, koszty, czas itp). Duża część trasy przypadła na Azję Południowo-Wschodnią, ponieważ jak dotąd jest to nasz ulubiony kontynent (znany też z wcześniejszych podróży) - klimaty Azji, kultura, ludzie, egzotyka, kolory, smaki i zapachy są po prostu niepowtarzalne...
Jak wyglądała taka przerwa? Zaczyna się od spakowania plecaka i po prostu wyjścia z domu, później zawsze jakoś to wszystko płynie swoim rytmem (nowe miejsce, nowi ludzie, hotel, planowanie transportu, nauka paru zdań w nowym języku, nowe jedzenie, niespodzianki typu autostop traktorem miejscowych rolników, nocleg u przypadkowo poznanych ludzi, wspólna podróż z innymi backpackerami przez jakiś odcinek trasy, zostanie w danym miejscu dłużej niż się planowało, w innym krócej itp.). W podróży czas płynie dużo wolniej niż w normalnym życiu, na dodatek każdy dzień jest inny. Patrząc na to z perspektywy czasu, to wydaje się, że minęły lata i że widziało się tyle rzeczy. W Polsce przez np. rok mam poczucie, że czas leci jak szalony, a na wyprawie wszystko miało jakiś swój inny, nierealny rytm.

Co zobaczyłeś? Wspaniałe miejsca, budowle (miasta - chaotyczne metropolie Azji i nowoczesne miasta świata zachodniego, pałace, świątynie - Angkor Wat ginący w dżungli), wspaniałą przyrodę (ogromne kontrasty - majestatyczne góry i fiordy - Himalaje, Nowa Zelandia), pustynie (australijski outback), dżungle (Taman Negara w Malezji), rajskie plaże i wyspy (Zanzibar, Tajlandia, Fidżi, Wyspy Cooka), równiny (safari na Serengeti)), wspaniałych ludzi (szczególnie Tajlandia, Laos, Kambodża, Nowa Zelandia i wyspiarze na Pacyfiku). Poza tym odkryłem na wyprawie nowy nieznany świat, podwodny, a mianowicie nurkowanie - zrobiliśmy kursy nurkowe w Tajlandii i Australii, nurkowaliśmy na Wielkiej Rafie Koralowej, na Fidżi i na Wyspach Cooka. Podróżowaliśmy praktycznie każdym możliwym środkiem transportu - od samolotów, lokalnych pociągów, autobusów i statków, przez drewniane wąskie czółna, bambusowe tratwy, słonie ;-) aż po wynajęty samochód (Australia i Nowa Zelandia). Poza tym 2 miesiące spędziłem w Stanach Zjednoczonych, a dokładniej w Nowym Jorku, intensywnie pracując w "biznesie restauracyjnym" ;-) żeby zarobić na pokrycie kosztów wyprawy. Pracowaliśmy w tym samym miejscu, w które jeździliśmy na studiach w ramach wyjazdów Work & Travel. Bez tego postoju nie udałaby się finansowa strona wyjazdu.
Jaka wraca sie do kraju po takiej podróży? Trudno jest wrócić do rzeczywistości? Pierwszy miesiąc to był dość mocny szok kulturowy, wzmocniony jeszcze tym, że ostatnie 2 miesiące podróży pracowałem w USA, żeby załatać dziurę w budżecie...Powrót do Polski, zwłaszcza w jesieni był dość depresyjny (czemu tak szaro? gdzie słońce?, gdzie egzotyka? ludzie jacyś tacy smutni, a w ogóle to wracam i zakładam bazę nurkową w Tajlandii albo hotel na Goa ;-) Ale po rozpoczęciu pracy i odnowieniu kontaktów z wszystkimi znajomymi jakoś udało nam się ponownie zaadoptować do "normalnego życia".

Czy podczas gap year miałeś kontakt z bliskimi? Przez cały czas byliśmy w kontakcie mailowym z rodziną i przyjaciółmi - regularnie pisałem raporty - notatki z podróży ;-) Poza tym raz na jakiś czas dzwoniliśmy do Polski i sms-owaliśmy (do czasu, ponieważ w Tanzanii na lotnisku ukradli mi komórkę...).
Co robisz teraz, po powrocie do Polski? Aktualnie pracuję w Deloitte Business Consulting, jako Business Analyst. Przyjąłem ofertę stałej pracy, która szczęśliwie w zasadzie "czekała" na mnie. Po powrocie z wyprawy skontaktowałem się z moim menedżerem i udało mi się przekonać go, że jeszcze coś potrafię i pamiętam pomimo tak długiej nieobecności ;-) Poza pracą próbuję skończyć stronę internetową z galeriami i relacjami z podróży ale idzie dość powoli z racji natłoku obowiązków zawodowych :(

Planujesz powtórzyć taki wyjazd? Na pewno tak, nie wiem czy tak długi i czy wkrótce, ale świat jest ogromny i jeszcze jest tyle miejsc do odwiedzenia. Nigdy nie byłem na Karaibach i w Ameryce Pd., więc mam wizję wyprawy od Meksyku przez Karaiby i Amerykę Południową do Ziemi Ognistej i na Antarktydę..., ale na razie to tylko marzenia ;) Jestem jednak pewien, że kiedyś (prędzej czy później) znowu odezwie się ciekawość świata…
Pytała Kasia Szczekala Odpowiadał Maciek Hebda
|