buy cheap cialis finasteride in usa generic accutane finasteride cost accutane prescription propecia finasteride Viagra Levitra And Cialis finasteride compare price prices Propecia compared to on line buy propecia finasteride 1mg accutane pills to buy vendo cialis milano finasteride 1 mg generic how effective is propecia Propecia online canada pharmacy generic accutane 5 mg finasteride proscar propecia generic acomplia canada cialis stock propecia australia 30 mg accutane online accutane 5mg online cialis reviews cialis soft 20mg online acomplia prescription cialis soft tabs ratgeber finasteride pill acomplia diet tablets buy hour Propecia online, prescription acomplia cialis fda finasteride 5 mg tablet buy cheapest acomplia buying acomplia online united states pharmacies finasteride 1 mg low cost acomplia online accutane 30mg Buy online drug Propecia pharmacy 10 mg accutane online without prescription finasteride canada Cialis Supplied As order 5 mg accutane without prescription cheapest finasteride price 20 mg acomplia without perscription generic accutane 20 mg buy cialis generic Buy Propecia Canada overnight dosage cialis soft tabs 30 mg accutane online Where Can I Buy Cialis best price on finasteride soft tabs cialis purchase acomplia cialis ireland Online buy Propecia order generic finasteride Buy cheap Propecia highest quality order cheap acomplia finasteride cheapest accutane without prescription accutane cost cialis compresse Canada pharmacy propecia generic cialis online Order genuine Propecia online cialis bon prix cheapest finasteride buy acomplia uk cialis cheapest precio cialis colombia finasteride propecia 1mg fedex no prescription accutane purchase finasteride online generic accutane 10 mg canadian cialis Compare Price Generic Cialis uk cialis soft tabs cialis ingredients cialis prescribing cheap finasteride mejor viagra cialis levitra 10 mg accutane online generic acomplia no rx required Buy cheap propecia generic cialis overnight shipping cialis tab buy finasteride cream cialis from india daily cialis effectiveness buy accutane online propecia finasteride tablets buy acomplia now finasteride cheap no prescription cialis recensioni Buyline Propecia overnight prescription cialis discount accutane viagra vs cialis propecia for women acomplia next day buy propecia without prescription discount finasteride cost of accutane prescriptions internet Propecia conversion. vente cialis en ligne Prices Weekend Pill Generic Cialis propecia prescription online acomplia without prescription us shipping Generic Cialis Pills Online Generic buy accutane mexico cialis discount price free cialis pills Indian Cialis order accutane Cialis Online Canada buy acomplia diet pill acomplia now available cialis vente en ligne online accutane vendo cialis barcelona order cialis generic finasteride 5 mg accutane price acomplia 20mg cheapest acomplia Buy Propecia best effects cost of acomplia cheap acomplia online cialis thailand generic finasteride 1 mg Cialis Delivery Generic Overnight buy acomplia without a prescription finasteride online pharmacy genericos de finasteride but accutane without a prescription cialis woman purchase accutane without a prescription buy finasteride Cialis Best Effect buy cialis online accutane from mexico pharmacy Cheap propecia online prescription cheap cialis soft tab cost in the united states acomplia order accutane without prescription can i take viagra and Propecia order acomplia online cialis erbe cialis soft buy finasteride where Buy prescription propecia accutane prescriptions purchase acomplia in europe generic cialis next day finasteride propecia finasteride 5 mg generic no prescription needed for accutane fast shipping buying Propecia order 10 mg accutane without prescription cialis achat france buy acomplia in mexico 5mg propecia cialis en espa a costs of accutane cialis soft tab bestseller Cialis And Pomegranate Interaction cialis prices canada buy online accutane finasteride purchase buy acomplia rimonabant cialis naturale in farmacia fda approval acomplia finasteride 1mg How to order Propecia finasteride 5mg tab buy accutane cialis oral jelly finasteride for sale finasteride no prescription Propecia cod no prescription required 20 mg accutane online cialis women Cialis Free Sample No Prescription phone order acomplia finasteride tab Cheap Cialis For Sale buy acomplia pay cod cheap acomplia rimonabant buy online acomplia buy accutane in mexico buy acomplia cialis farmacia andorra buy acomplia canada Cialis Lawsuit cialis covered by insurance propecia sexual side effects Cialis Tadalafil Work Propecia generika experiences acomplia without perscription cialis acquisto sicuro Wspomnienia z Grand Princess - Gapyear.pl

 

sklep bazaraladyna.pl zaprasza

Start Relacje Wasze relacje Wspomnienia z Grand Princess
Wspomnienia z Grand Princess


Powiem szczerze potraktowałam wyjazd na statek wycieczkowy jako ucieczkę i przygodę. Życie układa się różnie - raz lepiej raz gorzej, a ja potrzebowałam uciec, zresetować się i zapomnieć o pewnym etapie mojego życia…

 

praca na statku pasażerskim

Pomysł wyjazdu do pracy na statek pasażerski pojawił się trochę przypadkiem. Znalazłam adres do SPC International przez internet i wysłałam cv tak samo jak w milion innych miejsc. Odzew był błyskawiczny, okazało się, że trafiłam tuż przed letnią rekrutacją. Dalej sprawami pokierowało już SPC – wzięłam udział w trzy dniowym szkoleniu nad morzem. Po rozmowie kwalifikacyjnej z armatorem nadal traktowałam wyjazd jako ostateczność. Wiedziałam, że dopóki nie będę ponosiła kosztów mogę się zawsze wycofać.

Jeszcze przed szkoleniem poznałam Sylwie i Kingę. Miałyśmy podobne odczucia, póki co traktowałyśmy to na zasadzie co ma być to będzie…wspaniale przy okazji bawiąc się w Trójmieście. Większości kandydatów bardzo zależało na dostaniu się – pamiętam, że przed ostateczną rozmową z armatorem panował stres i nawet płacz. Stety czy niestety wszystkie przeszłyśmy śpiewająco rozmowę i w szampańskich humorach wracałyśmy do domu. Miałyśmy się spodziewać telefonu w ciągu miesiąca a może nawet trzech z informacją kiedy i gdzie jedziemy. W tym czasie miałam w planach znaleźć prace i zapomnieć o statku.

Stało się jednak inaczej.... Telefon zadzwonił już następnego dnia z informacją, że za dwa tygodnie zaczynam kontrakt na Grand Princess!!! Trudna sytuacja, decyzję trzeba było podjąć natychmiast.
Sprawdziłam w internecie trasę tego statku pasażerskiego i wiedziałam, że przez pierwsze 3 miesiące rejs będzie odbywał się w obrębie morza śródziemnego a potem transatlantyk do Stanów, Meksyku, Hondurasu, Belize. Choć brzmiało kusząco nie wyobrażałam sobie takiej rozłąki na święta, sylwestra. Sama świadomość, że przez 8 miesięcy nie będę miała szansy zobaczyć rodziny czy znajomych była przerażająca. Cóż szybka zmiana planów – pojadę na 3 miesiące i przed wypłynięciem statku na Atlantyk wrócę do domu na żądanie.

 

 

Zobacz też

Zatem decyzja zapadła – jadę. Zapłaciłam za badania (większość robiłam po znajomości więc nie podam kosztów – ale z tego co wiem to obecnie jest to komplet badan włącznie z HIV i nosicielstwem) do tego jeszcze koszt tłumaczenia dokumentów na język angielski – jakieś 200zł i mniej więcej 1500zł dla SPC (w tym były koszty pośrednictwa za wizę statkową). Nie powiem, pokierowali mną jak dzieckiem i wszystko było na gotowe na czas w ciągu dwóch tygodni. Jeszcze tylko zakup olbrzymiej walizki, czarnych i białych butów, 20 par rajstop i białych skarpetek i byłam gotowa. Bilet odebrałam na lotnisku – leciałam do mojej ukochanej Barcelony.
Na miejscu Pan z kartką Princess Cruise nie miał mojego nazwiska na liście, ale po krótkim telefonie już siedziałam w taksówce do hotelu. Po drodze zabraliśmy jeszcze trzy osoby – jednego Angola i jak miło - Artura i Piotrka. Piotrek doświadczony kelner po paru kontraktach trochę zaczął mnie straszyć, natomiast Artur też już wilk morski miał odbyć pierwszy kontrakt w tej kampanii. Dołączył do nas jeszcze Maciek – on też był pierwszy raz. W takim towarzystwie spędziliśmy przemiły wieczór w czterogwiazdkowy hotelu w centrum Barcelony. Hotel boski, żyć nie umierać, ale to były ostatnie moje chwile luksusu.

Pierwsze dni na statku
Najgorszy był pierwszy dzień na statku. Byłam tak zgubiona i zagubiona, że miałam ochotę już uciec. Po części wspólnej gdzie wypełniliśmy wnioski, oddaliśmy paszporty, dostaliśmy przydział kabin, zajęć i... zostaliśmy pozostawieni sami sobie… A gdzie mam odebrać uniformy?, gdzie jest moja kabina?, gdzie się je?, gdzie mam się stawić o tej 16 do pracy?, do kogo?
Pytałam każdego o drogę o jakiekolwiek informacje, o pomoc z tą 30kg walizką. Czułam się bezradna jak małe dziecko. Uznałam za żart, że do naszych kabin na deck 3 nie prowadzą żadne windy.
W końcu się udało. Miałam uniformy (okropieństwo!) i stałam przed moja kabiną. Miałam zamieszkać z Moniką z Portugalii. Otworzyłam drzwi i spróbowałam wejść do środka razem z moją walizką – nie dało się! Załamka, już wiedziałam, że nie chcę z nią mieszkać! Na szczęście sms od Sylwii postawił mnie do pionu. Przylatuje za 3 dni na ten sam statek pasażerski – miała do wyboru albo się sprężyć i dojechać na Granda albo spokojnie poczekać na inny wycieczkowiec. Wolała pojechać tam gdzie kogoś już zna. Na szczęście bo w zgodzie czy nie zgodzie przemieszkałyśmy razem cały kontrakt i dalej się przyjaźnimy.

 

Kolejne dni nie były łatwiejsze – pracowaliśmy 11 godzin na dobę, a przy każdej stopie wyrósł mi szósty palec z powodu odcisków. Po pracy byłam tak zmęczona, że nie miałam nawet ochoty jeść - prysznic, łóżko to były moje marzenia. Teraz wiem, że jakbym miała 1 lub 2 dni wolnego na pewno załamałabym się psychicznie i uciekła. Nie było czasu na tęsknienie za domem, nie było czasu nawet żeby zrobić pranie.
No cóż ale wszystko jest zmienne i tak życie na statku codziennie jest inne i co innego cię napędza. Ja przechodziłam kilka etapów i każdy mnie czegoś nauczył i z każdego czerpałam nową silę na następny dzień. To czego się nauczyłam to tolerancja, docenianie małych rzeczy, cieszenia się z tego że dzisiaj mogę wyjść na zewnątrz i zobaczyć jak wygląda Honduras. Jutro, że wieczorem będzie Bingo a pojutrze że wypijemy z Sylwią naszego Jim Bima i ufarbujemy sobie włosy. Małe rzeczy a cieszyły jakby miały zmienić nasze życie.

 

na statku wycieczkowym


To co zobaczyłam i przeżyłam to moje. Owszem fajnie jest pozwiedzać świat i jest na to czas bo jak przez 3 miesiące co tydzień jesteśmy w tym samym porcie to wierz mi ze będziesz te miejsca znal na wylot. Ale to ludzie dają nam siłę i przeżycia i im dziękuję za to że ten kontrakt był znośny i wytrwałam do końca. No właśnie wytrwałam, sprawdziłam się i mam z tego ogromną satysfakcję, bo wymagało to poświęcenia zanim nauczyłam się korzystać a raczej wykorzystywać. Miałam szczęście, nie musiałam zostać 8 miesięcy, mój powrót przypadł po niecałych 7 miesiącach, wierzcie lub nie - tak jak płakałam wiele razy że przyjechałam do pracy na statek wycieczkowy i wyklinałam go, tak płakałam, że muszę wyjechać.

Ludzie
Było nas około 40 osób z Polski w tym nas chyba z 7 dziewczyn. To bardzo dużo nieczęsto się z tego co wiem zdarza taka ekipa. Większość osób robiła kolejne kontrakty i nic już ich nie dziwiło. Przywykli do życia na morzu, z dala od wszystkiego. Nie wszystkich da się lubić -  niektórzy zostaną naszymi przyjaciółmi, inni się tylko przewiną, a na niektórych nie da się patrzeć! Generalnie mieszkamy i pracujemy razem wiec musimy się tolerować
Poza Polakami 3/4 załogi to Filipińczycy nazywani z racji swojego wyglądu i zachowania -  Flapy. Niestety przebywanie w ich towarzystwie nie należy do przyjemności, więc ten temat ominę i wierzcie mi, że nie mam uprzedzeń rasowych.
Druga grupa, która jest tu dyskryminowana to chłopaki z Indii głównie pracują na zmywaku – zarabiaj 100 $ za rejs, a i tak im się to opłaca.
Reszta to Rumuni, Włosi, Węgrzy, Słowacy, Bułgarzy, Ukraińcy, Meksykanie, Portugalczycy – I weź tu się języka naucz. Mniej liczna grupę stanowią Angole, Kanadyjczycy, Australijczycy, ale oni zajmują zazwyczaj wyższe, oficerskie stanowiska także nie często przebywają w naszym towarzystwie.


No i co mnie najbardziej na początku irytowało to znajomości damsko – męskie na statku!!!  Po pierwszych dwóch pytaniach jak masz na imię i skąd jesteś pada pytanie czy masz już chłopaka na statku, podkreślam na statku! Tu co drugi jest żonaty i dzieciaty, a teoria i praktyka jest taka ze kontrakt mija szybciej i milej jak się kogoś ma. Na początku się irytowałam takimi propozycjami, a i nawet kolega z Polski zaczął się zabawiać w sutenerstwo prowadzając nas na polecenie supervisorów  na zamknięte imprezki z komentarzem ze jak chcemy żeby nam dobrze było na statku i żebyśmy nie musiały się przepracowywać to musimy kogoś sobie poznać. Taaaa i żeby oni jeszcze młodzi, piękni i atrakcyjni byli…I cokolwiek rzeczywiście mogli.... hahaha. Kolega został odstawiony, a my się wycwaniłyśmy i  mówiłyśmy, że już z kimś jesteśmy. W razie potrzeby to nasz przyjaciel kucharz, zawsze nam pomagał w takich sytuacjach. Po jednym telefonie wpadał do nas z piwkiem i  przeganiał niedoszłych amantów.
Ale życie, życiem i obie po pewnym czasie wpadłyśmy w sidła statkowych romansów. Zasada jest prosta jak wchodzisz między wrony z czasem i tak będziesz krakać tak jak one.
Większość ludzi z Polski była ok i nie dali zrobić nam krzywdy. Zresztą ludzie na szczęście w ogóle nie są tu agresywni, chyba za bardzo im zależy na kasie i awansach żeby ryzykować wyrzucenie ze statku.

Statek
Statek był naprawdę duży. Dzisiaj jak patrzę na zdjęcia to nadal mnie zachwyca. Ilekroć byłam na zewnątrz zadziwiał mnie swoim ogromem,  natomiast w środku wydawał się bardzo ciasny i krety. Z powodu braku okien na niższych deckach  początkowo trudno było się odnaleźć - szczególnie że nie rozumiesz co do ciebie mówią, bo skąd mam wiedzieć czy port side to prawa czy lewa strona statku.

 

grand princess

 

Pierwszy tydzień spędziłam na szukaniu drogi do punktów docelowych, co nie było  łatwe. Nasze kabiny były na decku 3 z przodu statku (dokładnie na linii wody), ale dojść do nich można było tylko przez deck 4. Crew messa czyli stołówka była na decku 5, ale za to z tylu statku. Crew bar - miejsce wieczornych spotkań i dyskotek był na decku 8 z przodu statku zaraz obok open decku na samym czubie statku gdzie mieliśmy jacuzzi i mały basenik tylko dla nas – istny mini Titanic!!!  No ale żeby już zupełnie nie było po drodze to większość z nas pracuje na decku 14 tzw. lido gdzie są wszystkie najfajniejsze baseny, bary i knajpki. Wszystko otwarte 24 na dobę i oczywiście tylko dla pasażerów.
I tak - jak po pracy albo na przerwie chcesz zjeść to musisz lecieć na druga stronę statku – strata czasu. Tak wiec zazwyczaj dokarmiali nas chłopaki z pizzerii, albo podjadałyśmy coś z bufetu i zjadaliśmy na zapleczu. Jest to oczywiście zabronione i grozi warningiem (oficjalnie 3 warningi  to bilet do domu).

Chodziłam tak po tym statku i oglądałam te baseny, bary, SPA, siłownie. Mają nawet ścieżkę do biegania na 15 decku na dziobie i kort tenisowy. Całkiem spory teatr i kino pod gwiazdami z wielkim telebimem gdzie na leżaczkach przy pokornie i piwku czy innym drinku z parasolka można oglądać codziennie filmy. Chodziłam i zastanawiam się czy chciałabym kiedyś być jedną z pasażerek… Niestety w tej kampanii większość pasażerów to emeryci, głównie Amerykanie. Czasami zdarzało nam się obudzić jakiegoś staruszka przy basenie tylko dlatego, że nie byliśmy pewne czy żyje. Swoją drogą to na statku jest też kostnica, która ma 7 miejsc.

Kabiny
Wiele osób mnie pytało jak wyglądają kabiny... hmmm - warunki jak na żołnierskich koloniach albo jak w dwugwiazdkowym hotelu. Nam się akurat udało,  bo z Sylwią miałyśmy kabinę z własną łazienka. Większość kabin jest z dzieloną łazienką na dwie kabiny. Wszystko zależy od losu albo od tego kogo znasz na statku.
W kabinie: łóżeczko piętrowe z eleganckimi zasłonkami żeby sobie nie przeszkadzać (wbrew wszystkiemu bardzo przydatne), dwie szafy, biurko, TV, krzesło, nasze dwie wielkie walizki i koniec. Kabinka mała ale i mało czasu się w niej spędza. Tyle co się umyć, przebrać i przekimać. O oknie możecie zapomnieć, po zgaszeniu światła zapada mroczna ciemność. Jednak nie ma co narzekać, bo co prawda o tańcach nie ma co marzyć, ale imprezy to nawet na 10 osób się zdarzały.


Nasza kabina była od zewnętrznej strony, co pozwalało mi słyszeć w nocnej ciszy wodę obijająca się o burtę. Choroba morska - nie ma obawy. Może ze dwa razy zabujało na transatlantyku na tyle, że przewróciłam się na drugi bok, ale na szczęście łóżka są zabezpieczone i zaklinowałam się. Do tego na chorobę morską są statkowe sposoby – np. dużo błonnika, zielone jabłka czy skórka od chleba. W razie naprawdę złego samopoczucia Pan doktor da pigułkę. Najczęściej, cokolwiek by się nie stało można było liczyć na Ibuprom i strepsil, ale w tym jednym przypadku – choroby morskiej – dostawało się specjalny lek.
Co do porządków i czystości to oczywiście jest problem braku czasu, więc miałyśmy oczywiście Cabinboy, który codziennie sprzątał, ścielił łóżka, zmieniał nam ręczniki, zabierał pranie i przynosił czyste uniformy. Bardzo wygodne i nie drogie jedyne 18 $ za 12 dniowy cruise, eeehhh żeby tak w domu teraz mieć.

Zwyczaje na statku
No cóż - tak jak na żołnierskich koloniach. Nie wiem ile można to wytrzymać, ale mówią ze idzie się przyzwyczaić. Tak więc przeważnie wypływamy z portów koło 17.00 i przypływamy do nowego koło 8 rano. Po Europie mieliśmy criusy po 12 dni i zmiana pasażerów na nowych – co oznacza ze w tym czasie musimy odbyć kilka „zabaw”.


Drill – ta zabawa mnie najbardziej rozbawiła. Oczywiście to nie jest tak ze nagle słyszysz alarm i rzucasz wszystko i wybiegasz na swoje miejsce z kapokiem hehehe NIE NIE NIE! dzień wcześniej wywieszają kartki z informacją. Oczywiście ogólnie wiadomo ze drill będzie o 9.45 rano – niby nie tak strasznie ale wcześniej przez głośnik zamontowany idealnie nad moja głową wiem że usłyszę parę komunikatów z ulubionym naszym komentarzem -  only for exercises. I tak kilkakrotnie byłam budzona tego ranka, ot tak cos krzykną czego nikt nie słucha i nie rozumie tylko żebyś czasem nie pospał! No i w końcu sam drill … zabieramy grzecznie kapoki z szafy, blue card (każdy w czasie drilla  jest tylko numerem na karcie z przypisanym miejscem i łódką ratunkowa) czapki, sweterki i maszerujemy z pozostałym 1000 osób na swoje wyznaczone miejsce. Tam wysłuchamy kolejnych komunikatowi, gdzie to jest pożar i które strefy należy zamknąć – jakieś 40 min stania i oczekiwania kolejnego sygnału dźwiękowego. Przy okazji jesteśmy niezłą atrakcją dla pasażerów którzy nie zeszli jeszcze na ląd.

Żeby było ciekawiej to mój pierwszy drill był oczywiście nadzwyczajny. Tym razem odgrywaliśmy ewakuacje pasażerów no i wyprowadzili nas wszystkich na zewnątrz. Dodam tylko ze była to Grecja godz. 11.00, upal, a w porcie ani jednego drzewa. Tam trzymali nas jakieś 20 min w słońcu w tych swetrach, kapokach i czapkach i powrót do obowiązków. Widok był przedni, od razu dostałam głupawki, jak 1000 osób szło gęsiego w kapokach i czapkach z daszkiem, trzymając się za troczek wystający z tyłu każdego kapoka.
No ale to nie koniec bo po drillu, a w tym przypadku to grilu raczej jest zawsze crew round czyli sprawdzanie kabin, co oznacza ze przed wyjściem na drilla trzeba ogarnąć kabinę z rzeczy niedozwolonych czyli np. jedzenia no i zostawić na posłanych łóżkach kapoki, blue karty i czapki po drillu. Jednak najgorszy koszmar jeżeli w dniu drilla wypadł Ci day off (to znaczy te 3 godziny dodatkowo wolne w ciągu dnia). Nie dość że nie możesz zejść ze statku w tym czasie, to pospać też się nie da bo o 8 gadają prze mikrofon a o 11 w czasie crew round musisz być poza kabiną.

 

statek pazażerski


Poza tym na statku trzeba pilnować czasu, normą jest zmienianie stref czasowych. Raz w tygodniu przestawialiśmy zegarki do przodu 1 h i raz do tylu 1 h. To juz norma że albo nie przestawię zegarka albo budzika – i juz gotowe zamieszanie. Na szczęście to też piszą na kartkach i najczęściej wieszają je w windzie do crew baru i dlatego też trzeba się tam często pojawiać! No właśnie a w crew barze, nie dość że ceny promocyjne – piwko za 1 $ a drink 1,25$ to mamy co rusz jakąś imprezkę. Program jest na cały cruise a to salsa, karaoke, bingo, India party, white house disco A najśmieszniejsze jest to że dni się tak zlewają, że rano się budzę i wiem tylko czy to Mahahula czy Costa Maya a nie mam pojęcia jaki jest dzień tygodnia.
Są dni lepsze i gorsze, nie jest łatwo, ale generalnie po pewnym czasie już się odnajdujesz  i na statku i wśród ludzi itd. Już nogi tak nie bola od latania cały dzien. Szybko się nauczyłam wyłączać z pracy i nawet mając godzinę wolnego byłyśmy w stanie zjeść, przebrać się i skoczyć jeszcze na basen albo jaccuzi i oczywiście wrócić do pracy na czas. Tak samo jak wyszykować się na dyskotekę w 15 min wliczając w to prysznic. Heheh teraz to jestem  mega zorganizowana.


Są też niesamowite momenty - widoki z 14 decku mogą wiele wynagrodzić - zachody słońca kiedy słońce zanurza się za jakąś wyspa grecką, albo za wulkanem w Neapolu, lub po prostu zastyga w morzu. Do tego ta przestrzeń, wiatr, spokój morza nocą. Majestatyczna wielkość statku i  gwiaździste niebo... ehhh mile wspomnienia.

Novovarius - to taka cholera często zdarzającą się na statkach objawiająca się wymiotami, rozwolnieniem, gorączką, bólem głowy, zaraźliwa i potocznie zwana chorobą brudnych rąk. W razie gdy członek załogi zachoruje, albo jest podejrzewany, że może być chory – nie ważne, że to niestrawność jest natychmiast izolowany od wszystkich.
Ja zjadłam na przerwie hamburgera – parę godzin później poczułam się źle. Coś przykleiło mi się do brzucha i trzeba było się tego pozbyć, nadal nie czułam się nie dobrze więc się poszłam nieświadomie zwolnić do przełożonego, a tu…ALARM, zamknęli łazienkę, mnie wysłali do kabiny wcześniej powiadamiając medical. Zanim doszłam telefon juz dzwonili pani pielęgniarka kazała się natychmiast stawić z rzeczami na noc – zaprotestowałam, ale cóż… poszłam. Po krótkiej rozmowie na temat Norovirusa, zatrzymała mnie na noc. Rano miał mnie zobaczyć lekarz. Cudownie wolny dzień – wyspałam się. Rano Pan Doctor mnie obejrzał, zadał te same pytania i stwierdził ze pewnie nic mi nie jest ale zatrzyma mnie na 48 godzin, co oznacza już dwa dni wolnego. Że ja też wcześniej nie wpadłam na taki pomysł.

Ship language
Chyba brakuje tu jeszcze krótkiego słowniczka statkowego. Na początku jest ciężko bo nie rozumiesz nawet co przełożeni mówią do Ciebie. Ship language jest bardzo powszechny i został zapewne wymyślony dla ułatwienia i zakamuflowania mowy w języku angielskim przed pasażerami. Jednym słowem kaleczenie angielskiego! Większość została zapożyczona z hiszpańskiego i włoskiego, choć nasze przekleństwa są nad wyraz dobrze wszystkim znane Oto kilka słówek - z góry przepraszam za pisownię, ale to ze słuchu


Paisana, Paisano - koleżanka, kolega z tego samego kraju.
Pastuchy - pasażerowie, ale to akurat polskie określenie.
Brata - z ang. Busy -  jak masz dużo roboty.
Bratajolo - jak masz tyle pracy , że się gubisz i już nie wiesz w co ręce wsadzić.
Caramela – jak dostaniesz dodatkową robotę poza czasem twojej pracy. Jednym słowem jak Ci z premedytacja Supervisor da robotę kiedy inni już skończyli.
Rumenta – osoba sprawiająca problemy.
Maestro, Maitr d`hotel, PSD – różne funkcje załogi
Muve tu culo Gabron! -  rusz tyłek….
Ce la Fai – wszystko w porządku?

Brzmi kosmicznie, wiem, ale to co dzisiaj Wam mogę powiedzieć po pół roku w kraju – ciągnie mnie żeby wrócić choćby dla samej przygody i wiem po znajomych, że jak się wróci na drugi kontrakt (co już jest dużo łatwiejsze i bez kosztów) – będzie się wracać i wracać – każdy kolejny kontrakt to awans i lepsza kasa.


Dla mnie to była przygoda życia, tzw. spontan i jak się okazało możliwość dostania lepszej pracy w kraju. Dziś pracuje na stanowisku managerskim w pięciogwiazdkowym hotelu i pomogły mi w tym doświadczenia zdobyte na statku.
Mam już same miłe wspomnienia i nadal bliski kontakt z wieloma osobami, już teraz na różnych statkach na całym świecie no i mam co opowiadać wnukom….

Pewnie mogłabym napisać książkę na podstawie tych 7 miesięcy, tyle rzeczy się działo ... i tyle mam wspomnień… ale cóż zostaną one moimi wspomnieniami, bądź  co bądź to nie jest praca na wiele lat i im dłużej się pływa tym trudniej jest zrezygnować. Jeśli planujecie  mieć normalne życie i rodzinę potraktujcie  to jak ja – jak przygodę i cenne doświadczenie ale nie sposób na życie, wiecie co mówi się o marynarzach…

 

Autorka tekstu i zdjęć: Bebelusia

 

 
Musisz się zalogować lub zarejestrować, aby dodawać komentarze.
Komentarze

Weź udział w dyskusji. (komentarzy: 1)